Podróż do serca Amazonii – Iquitos, Peru.

by Global.Mama

„Co się odwlecze, to nie uciecze.”

Kiedy po raz pierwszy postanowiliśmy zapuścić się w głąb amazońskiej dżungli, Adasia nie było jeszcze w naszych planach. Niestety, pandemia i kolejne polityczne zawirowania w Peru rzucały cień na naszą już opłaconą podróż do Amazonii, opóźniając ją o niemal 4 lata. To było jedno z tych marzeń, które musiały więc chcąc nie chcąc poczekać. Dodatkowo, odczekaliśmy aż będzie możliwe zaszczepienie Adasia na żółtą febrę, zanim mogliśmy planować naszą podróż.

Kiedy oznajmiłam przyjaciołom i znajomym, że zamierzamy się wybrać do Amazonii z dwulatkiem, większość myslała, że postradałam wszystkie zmysły. Nawet Roberta nie było łatwo przekonać, bo on w sumie też był zdania, że to jeden z moich gorszych pomysłów, właśnie ze względu na pojawienie się Adasia na świecie. Moje córki w zasadzie też były dość sceptyczne. Jeszcze 4 lata temu, nie miały swojego zdania w tej kwestii, ale teraz… Na słowo „kajmany”, „tarantule” czy „piranie” oczy Natalii robiły się wielkie z przerażenia, Julia natomiast nerwowo reagowała na hasło „komary”, z racji tego, że jest uczulona na ich ukąszenia i po prostu ich nie znosi.

Wykorzystałam jednak pełen arsenał technik perswazji i wreszcie, choć nie bez trudu, udało mi się przekonać rodzinę do tej podróży. Uzbrojeni w środki na komary – spraye, plastry, kremy, bransoletki i ultradźwiękowe odstraszacze, oraz apteczkę pełną leków na alergie, ukąszenia i inne dolegliwości podróżnicze – w końcu wsiedliśmy do samolotu. Następnego dnia znaleźliśmy się w samym sercu amazońskiej dżungli. Naszą bazą podróży po Amazonii był Muyuna Lodge, miejsce tak wyjątkowe, że zasługuje na osobny post na moim blogu (już niebawem). Każdy dzień spędzony w tym miejscu był po prostu niezwykłą przygodą.

Mototaksówką po Iquitos

Samo dotarcie do Iquitos jest niezapomniane. Miasto to, choć liczy około pół miliona mieszkańców, sprawia wrażenie zapomnianego miasteczka ze względu na niską zabudowę oraz dość krytyczny stan wiekszości zabudowań. Mototaksówki zastąpiły tu samochody, ponieważ Iquitos jest całkowicie odcięte od lądowych dróg. Transport samochodu jest drogi, a do tego odległości, jakimi można się przemieszczać nie są wielkie, stąd motory stanowią tu oczywisty wybór. Ściągane są one do miasta statkami w częściach i montowane są już na miejscu. We wszystkich warsztatach samochodowych, a jest ich sporo, można zobaczyć tylko i wyłącznie motory. Motory na ulicach, motory zaparkowane na parkingach… Motory prowadzą mężczyźni, kobiety, osoby starsze, a nawet dzieci, które często towarzyszą rodzicom za kierownicą! Już sama podróż mototaksówką dostarczyła mi sporą dawkę adrenaliny, ale ostatecznie postanowiłam się zrelaksować. Skoro są ich setki na ulicach, to jednak w zdecydowanej większości przypadków można przeżyć tę podróż w całości, co i nam się na szczęście udało.

 

W królestwie Amazonki

Aby dostać się do amazońskiej dżungli z Iquitos, musieliśmy wsiąść na łódź motorową. Wybraliśmy się do Amazonii w tzw. okresie suchym (gdzie rzekomo jest mniej komarów), ale trafiliśmy akurat na krytycznie niski poziom wód w Amazonce oraz okolicznych rzekach. To sprawiło, że nasza łódź miała problemy z przepłynięciem niektórych fragmentów trasy. Obawialiśmy się, że utkniemy na mieliźnie gdzieś daleko od cywilizacji. Na szczęście dzięki umiejętnościom naszego sternika uniknęliśmy tego typu niespodzianek, choć kilka razy było blisko.

Amazonia przywitała nas zielonymi lasami, śpiewem ptaków, tańcem małp i różnorodnością życia. To prawdziwy raj dla miłośników flory i fauny. Przez ponad tydzień byliśmy całkowicie odcięci od Internetu, zasięgu sieci telefonicznej, radia i telewizji. Nasze dni upływały na eksploracji lasów i rzek, z których każda była inna, podobnie jak różne są dzielnice w mieście. Podziwialiśmy dywany wodnych roślin, przecinane jednynie przez naszą łódź, która na moment zakłócała harmonię natury. Jednak rzeka szybko wracała do swojego poprzedniego stanu, zamykając za nami korytarz zielonym arrasem. Pływaliśmy obok różowych delfinów, które notabene są naprawde różowe, łowiliśmy piranie, poszukiwaliśmy kajmanów, rzecznych żółwi, kapibar, prehistorycznych ptaków, różnych gatunków małp i papug.

Wieczory spędzaliśmy natomiast przy rodzinnych grach stołowych, na lekturze oraz  leniwym wypoczynku. Nocą zakładaliśmy kalosze i z latarkami w dłoniach przeciskaliśmy się przez dżunglę w poszukiwaniu tarantul, a także obserwowaliśmy nocne życie nad rzeką. Oczy kajmanów błyszczały w świetle latarek jak bożonarodzeniowe lampki na choince. Momentami napotykaliśmy grupy świetlików, a mleczna droga błyszczała na rozgwieżdżonym niebie. Otaczała nas nocna symfonia puszczy, zdominowana rechotem żab i pohukiwaniem sów. Pomimo tego gwaru, w naszych sercach panowała duchowa cisza, w której czuliśmy się częścią natury, po prostu błogo i bezpiecznie.

Przygód w Amazonii ciąg dalszy

Jedną noc spędziliśmy w sercu dżungli pod namiotem. Ta część przygody przypadła do gustu chyba tylko mi. Niestety, tej nocy zaskoczyła nas ulewa, ale ani nie przemokliśmy, ani nasz namiot nie spłynął do rzeki. Nie wiadomo więc dlaczego, ale moja rodzina uznała noc w amazońskiej dżungli bez wody, toalety i wygodnego łóżka za „jeden z gorszych pomysłów mamy”, oceniając go dość nisko w rankingu naszych wspólnych przygód. Ja jednak zafascynowana biegałam z aparatem po lesie, poszukując kolejnych owadów i nocnych zwierząt.

Jajka smażone nad ogniskiem, las spowity mrokiem, świerszcze grające tuż za głową, deszcz bębniący o ściany namiotu sprawiły, że tę noc zapamiętam na długo. Mimo to miło było wrócić do Muyuna, ciesząc się wszystkimi jej luksusami, w tym bieżącą wodą, światłem, toaletą i kolorowymi hamakami na tarasie.

My blade twarze

Ludzie żyją tu w niezwykłej symbiozie z naturą. Podczas gdy my, ubrani w kalosze i kapelusze, martwiliśmy się komarami, pająkami i palacym niemiłosiernie słońcem, skwapliwie kremując się kremem z filtrem 50, dzieci z pobliskiej wioski biegały boso, radośnie pluskając się w tej samej rzece, w której niedaleko stąd spotkaliśmy kajmany. Wydaje się, że nasze cywilizacyjne lęki ich zupełnie nie dotyczą. Jakby byli jakimiś superbohaterami z nadprzyrodzonymi mocami panowania nad naturą.

Z jednej strony trudno jest patrzeć na wszechobecną tu biedę, z drugiej jednak strony trudno odmówić tym ludziom poczucia wolności i szczęścia. Na wszelkie dolegliwości lekarstwem są tu lokalne rośliny, rodziny uprawiają swoje ogródki, żywiąc się tym, co ziemia i rzeka im przynoszą w darze. Brak bieżącej wody, prądu, toalety, a nawet tradycyjnych drzwi czy okien, jest tu czymś zupełnie naturalnym i nikomu zdaje się nie przeszkadzać. Kobiety piorące ubrania w rzece, dzieci zażywające tam wieczornej kapieli, mężczyźni zarzucający w rzece sieci, od których zależy, czy rodzina zje dzisiaj wartościowy posiłek. Rzeka wyznacza tu rytm dnia i nocy, rzeka jest źródłem pożywienia, rozrywyki, rozwiązaniem dla codziennych potrzeb. Może nawet w żyłach tych ludzi krąży rzeka?

Zespsuci cywilizacją i wszystkimi jej wygodami, utraciliśmy zdolności przeżycia w trudnych warunkach. Rozmyślając nad tym, czy mogłabym tu żyć na co dzień, myśl ta wydała mi się abstrakcyjna i przerażająca, a jednocześnie niebezpiecznie pociągająca. Tak jakby nasza ludzka dusza w swojej głebi pragnęła ponownego zjednoczenia z naturą. Wszystkim, którzy marzą o nieoczywistych przygodach, kochają bliskość natury i nie boją się mierzyć ze swoimi najgłębszymi lękami, polecam gorąco Amazonię.

You may also like

1 comment

Estika 2026-02-04 - 11:06

Bardzo poruszająca i inspirująca relacja. Świetnie oddajesz skalę i wyjątkowość Amazonii, ale też emocje, które towarzyszą pobytowi w tak odmiennym świecie. Podoba mi się, że oprócz zachwytu nad naturą pokazujesz również refleksję i uważność wobec miejsca i ludzi. To tekst, który zostaje w głowie na długo i skłania do myślenia o podróżach w zupełnie inny sposób.

Reply

Leave a Comment