Blog o podróżach i rodzicielstwie – marzenia warto spełniać
Własny blog od wielu lat był moim niezrealizowanym marzeniem. Zwykłam nawet mawiać: „Gdybym nie robiła tego co robię, nie była tym, kim jestem, to na pewno pisałabym bloga!” i słowom tym zawsze towarszyła wielka tęsknota. Ale pierwszym i podstawowym powodem, dla którego rozpoczynam blog o podróżach i rodzicielstwie jest przeczucie, z jakim obudziłam się pewnej nocy, że marzenia należy realizować.
Ciężko stwierdzić, od kiedy zaczęła się moja pasja do podróży; za dziecka mojej rodziny nie było stać na wielkie podróże, ale pamiętam pierwsze wyprawy z rodzicami do Czech, Austrii oraz Włoch, kiedy to tata nie pozwalał mi i bratu spać w samochodzie, bo musieliśmy podziwiać widoki. Wtedy uważałam, że jak można się nimi tak zachwycać, przecież to „tylko” pejzaże, najchętniej przespałabym całą drogę i obudziła się dopiero u celu, a dziś, nie mogę uwierzyć, jak niedaleko pada jabłko od jabłoni, mówię to samo moim dzieciom!
Rodzinne podróże, te małe i te duże
Dopiero na studiach pierwszy raz udałam się do Stanów Zjednoczonych oraz Francji gdzie pracowałam jako woluntariusz, żeby doszkolić się z języka, potem wiele lat studiowałam i mieszkałam w Hiszpanii, a dalej podróże posypały się już obficie. Bliskość Portugalii, przyjaciele z Ameryki Południowej, podróż do Meksyku, staż doktorancki w Belgii… Ciężko się było oprzeć kolejnym podróżom, kraje Beneluxu, Afryka Północna, Grecja, Turcja, poznanie bratniej duszy, ślub i miesiąc miodowy w Peru i Boliwii… Wreszcie życie napisało scenariusz, w jakim całą rodziną udaliśmy się w podróż życia i zamieszkaliśmy w Ameryce Południowej, a konkretnie w Chile, gdzie dostałam ciekawą propozycję pracy. Od tej pory sukcesywnie realizuję moje marzenie rodzinnych podróży i zwiedzenia wszystkich krajów tego kontynentu i poznania magicznych miejsc, próbując łączyć bardzo wymagającą pracę i rodzicielstwo, a do tego nie zwariować.
Naczelny Rodzinny Ekspert ds. Podróży
Nawet się nie obejrzałam, a w moim życiu mieszkałam i pracowałam na trzech kontynentach, nauczyłam się płynnie pięciu języków i stałam się żoną Roberta, mojej bratniej duszy i wielkiego wsparcia w życiu, oraz mamą wesołej i dość hałaśliwej trzyjęzycznej gromadki: Julii, Natalii oraz Adasia. Do tego zawodowo naprawdę mi się poukładało, moja praca, choć jest bardzo absorbująca i wymagająca, pozwala mi realizować na tyle, o ile roczny urlop jej nie ogranicza, moje podróżnicze fantazje. I mówię moje, bo to ja zawiaduję podrożniczym kompasem naszej rodziny. To moją pasją (…obsesją?) jest wyszukiwanie podrożniczych perełek i planowanie rodzinnych wypraw w każdym szczególe, reszta tylko wsiada do tego samego autobusu, a raczej samolotu w naszym wypadku, bo mieszkamy na najsuchszej pustynii świata, skąd w zasadzie tylko samolotem możemy się ewakuować.
Podróżowanie z dziećmi – czy czyni je szczęśliwymi?
Bóg szczodrze nam w życiu pobłogosławił, za co każdego dnia jestem mu wdzięczna! Mamy siebie, mamy zdrowie, mamy finansową stabilizację. Podróżować z dziećmi nie jest ani łatwo, ani tanio. Nie będę słodzić, takie podróżowanie stanowi zarówno wyzwanie rodzicielskie, jak i mocno uszczupla nasz rodzinny budżet, niemniej jednak dzieci towarzyszą nam niemal w każdej podróży. Czy są z tego powodu szczęśliwe? Ciężko stwierdzić. Przyznam szczerze, że jak do tej pory wielkiego entuzjazmu w nich nie widzę. Ciągle mam jednak nadzieję, że po latach docenią, jak wielką mają w życiu okazję poznawać świat i różne kultury, ciesząc się też wielojęzycznością, cechą, z jaką praktycznie się urodziły, podczas gdy my z mężem musieliśmy na nią pracować latami.
Pisać czy nie pisać bloga o podróżach i rodzicielstwie?
Tak więc jednej nocy, zupełnie niedawno, obudziłam się z dręczącym przekonaniem, że w zasadzie nie wiem dlaczego odwlekam w czasie pisanie bloga. Zerwałam się z łóżka o 3 nad ranem, wyjęłam kartkę i tak oto powstał plan na pierwszych 15 postów. Tematy mi się nasuwały same, jednen po drugim, i stwierdziłam, że nawet jeśli nie będzie chętnych na czytanie moich przemyśleń, przynajmniej zostanie pamiątka dla moich dzieci. Będzie to życiowa lekcja tego, że jeśli nam na czymś bardzo zależy, trzeba zdobyć się na dodatkowy wysiłek, żeby to osiągnąć, i o to zawalczyć.
Gdy byłam dzieckiem, nie chciałam być jak inne dziewczynki wróżką, ani księżniczką, tylko pisarką. Pisałam odkąd pamiętam: wiersze, opowiadania, relacje, artykuły do gazet i czasopism, a nawet książki. Myślałam po drodze o dziennikarstwie, ale wszystkie te dziecięce i młodzieńcze plany rozmyły się gdzieś w zupełnie innym scenariuszu mojego życia. Nie oznacza to, że tego żałuję, ale chyba nadszedł dla mnie moment, by nadrobić „stracony” czas.

Mój blog o podróżach i rodzicielstwie, Global Mama Diary
I tak oto narodził się mój rodzinny blog o podróżach i rodzicielstwie, Global Mama Diary. Czego się możecie spodziewać po moim blogu? Chcę łączyć tematy rodzinnych podróży z dziećmi i tych tylko we dwoje, w magiczne, wyjątkowe zakątki świata. Chcę pokazać, szczególnie kobietom, że kariera zawodowa i macierzyństwo nie muszą być przeszkodą w realizacji marzeń podróżniczych, nawet tych najbardziej śmiałych. Nie trzeba wcale rzucać dotychczasowego życia i mieszkać w kamperze by móc poznawać świat (choć nie powiem, to też interesujący plan na życie)! Będzie więc sporo o podróżach tych nisko i tych wysokobudżetowych. Będzie też o życiu na emigracji, o wychowywaniu wielojęzycznych dzieci, o rodzinnej ekonomii, o tym, czy warto już mysleć o emeryturze i jak się ma emerytura do podróżowania.
No właśnie, nieco więcej o finansach. Chcemy, czy nie chcemy, finanse i podróże rodzinne idą w parze. Najwięcej pieniędzy wydaję w moim życiu na emerytalne inwestycje, edukację moich dzieci oraz… właśnie na rodzinne podróże. Trochę nie lubię, a trochę nie chcę na oszczędzać na rodzinnych podróżach, bo wspomnienia i doświadczenia są dla mnie najcenniejsze w życiu. Nie doszłabym do tego miejsca w życiu, w którym jestem obecnie, gdybym nie poznała ludzi z całego świata i nie otworzyła oczu i serca na możliwości, jakie przede mną stanęły i do jakich całe życie się przygotowywałam, poznając różne kultury. Chcę zaoferować to samo moim dzieciom, szczególnie że mam taką możliwość.
Nie musisz się zgadzać z tym co piszę, proszę Cię tylko, skoro już tu zawitałeś/zawitałaś jako gość na moim blogu, uszanuj mnie i wszystkich, którzy tu zaglądają i wyrażają swoje punkty widzenia. Świat jest wielki i różnorodny, nie wszyscy jesteśmy tacy sami i nie wszyscy mamy takie same priorytety. I to jest piękne. To jak, zaczynamy?